DE PROFUNDIS CLAMAVI - PART 1

 

      Ciężar wzroku postaci przypatrującej mi się od dawna był nie do zniesienia.

Męczące poczucie skrepowania spłycało oddech.

-muszę się natychmiast obudzić i uwolnić od tego nieprzyjemnego spotkania - powtarzałam niczym zaklęcie leżąc sparaliżowana jak w ciemnej sypialni.

Miałam świadomość kim jest senny gość. Właściwie to sama od dawna prosiłam Go o odwiedziny, więc czemu teraz milczymy i chcę uciec do znienawidzonej jawy?

Otworzyłam oczy wierząc, że w tym samym momencie postać zniknie jak męczący sen, ale nic się nie zmieniło. Szybkie mruganie powiekami też nie przyniosło poprawy. Postać stała w tym samym miejscu w prawym rogu pomieszczenia pod drewnianym skosem ukrytym przed księżycem.

Materac psa jak na złość był pusty, a księżyc schowany za chmurami postanowił przypatrywać się nam z oddali...

- Zoe - chcesz sobie wybrać inny świat?

Nie było innego adresata pytania poza mną. Zresztą wiedziałam z jakich powodów mam okazję gościć Śmierć.

- chciałabym znaleźć się w lepszym miejscu.

- w lepszym? a skąd pewność, że takie istnieje?

- wierzę, że nie wszędzie jest tak podle i destrukcyjnie niż na ziemi. Mylę się?

- pokażę ci parę miejsc jeśli chcesz, ale jeśli nie wybierzesz lepszego - zostaniesz na ziemi na zawsze. Na zawsze - to nie do końca twojego cielesnego - znanego dziś istnienia. Będziesz się odradzać na ziemi kolejne setki lat i już nigdy jej nie opuścisz.

- czyli jeśli wybiorę sobie inne miejsce gdzie chce trafić - zabierzesz mnie tam?

- tak, a teraz zamknij na chwilę oczy i daj mi obie dłonie...

Zamknęłam oczy, wyciągnęłam przed siebie obie ręce. Spodziewałam się zimnego, nieprzyjemnego dotyku. Zaskoczeniem był więc ciepła i miękka materia - jaka je ujęła i delikatnie ścisnęła.

- możesz otworzyć oczy – stanowczy ton wypowiedzianych słów przerwał moje rozmyślania ,,o niczym’’...

Dalej trzymając Śmierć w dłoni – zaczynałam badać najbliższe otoczenie. Zawieszeni byliśmy w nieznanej przestrzeni w przezroczystej bańce – kulce o średnicy 1.5 metra wypełnionej zielonym, metalicznym płynem. Na zewnątrz była niezliczona ilość takich kształtów, w których środku były najrozmaitsze istoty. Pierwsze na myśl przyszły mi Gwiezdne Wojny, których nie byłam zwolennikiem, ale pamiętam śmieszne stwory, jakie w infantylny sposób zobrazował reżyser. Obłe bryły były puste, albo podróżowały w nieznanych kierunkach z 1 lub 2 pasażerami.

- czemu jesteśmy tu uwięzieni? Jak stąd wyjść? – spytałam. Chciałam spytać, ale nie byłam w stanie otworzyć ust zamkniętych w cieczy pod jakimś niewyobrażalnym ciśnieniem.

Nie musiałam długo się dziwić bo słowa jakie chciałam przed chwilą wypowiedzieć pojawiły się przed nami na ściance kulki.

Śmierć uśmiechnęła się do mnie dobrotliwie i z politowaniem, a po chwili zobaczyłam iskrzący, dość duży napis.

- witaj w wymarzonym świecie. Nie ma wyjścia, ani innego bytowania poza kulką. Możesz tak trwać bez celu i sensu w tej cieczy, która wypełnia każdą twoja tkankę jak formalina. Jedynie wzrok pozwala ci na kontakt jakikolwiek z ,,nie sobą’’, ale za jakiś czas uznasz, że lepiej zamknąć oczy.

- nic nie mogę zrobić??!! – krzyknęłam – nie krzyknęłam!

- nic. Nie można zrobić nic. Przecież ludzie tak często nie chcą robić nic – nieprawdaż?!

Hmmm. Nie można robić nic. Tylko trwać i gapić się jak niema ryba na resztę mieszkańców. To właśnie gdzie my jesteśmy. Co tutaj jest ciekawego?

Pani Życia i Śmierci – była coraz bardziej rozbawiona.

Nie ma i nie będzie tu nic. Jesteście więźniami nicości. Nudy. Niebytu. Pustki. Przecież nie raz chciałaś Zoe sama zniknąć. Prosiłaś o czapkę niewidkę i zapadnięcie się pod ziemię. Można uznać, że jesteś właśnie w tym idealnym, wyproszonym miejscu.

- Otwierając coraz szerzej oczy patrzyłam na mijane bańki z innymi ,,szczęśliwcami’’, ale jakoś nie było po nich widać ani zadowolenia ani tego oczekiwanego błogostanu trwania w nic nie robieniu. W zielonych akwariach panował smutek. Zrezygnowanie. Zawód. Na ściankach co jakiś czas pojawiały się migocące zdania. Nawet na tych – gdzie była tylko jedna istota. Widocznie musiała porozmawiać sama z sobą…