DE PROFUNDIS CLAMAVI - PART 2

 

*

Chce wracać – wyświetliło się przed nami. A ja jak umiałam najidiotyczniej wcielałam się oczami w rolę Kota ze Shreka.

- nie, nie Zoe. Nie tak szybko. Popatrz jak tu fajnie. Nie trzeba robić nic. Nic się nie wydarzy. Nic niespodziewanego, nieoczekiwanego Cię nie spotka. Możesz rozkoszować się pustką, brakiem zmian. Tu brak zaskoczeń. Raczej nie zdarza się zderzenie kulek, żeby właśnie uniknąć niepotrzebnych emocji i sensacji w tej waszej oazie trwania…

Wyświetlane słowa były potwierdzeniem na to, że Moja Kapturzasta towarzyszka podróży ma wyczucie chwili i niebanalne poczucie humoru. Mi za to było coraz mniej radośnie. W kulkach podróżowały oczy, które miały świadomość przegranej. Błędnych decyzji. Złych wyborów. Rozczarowania. Chęci ucieczki…

- a gdyby być w tym zielonym, przezroczystym pudełku z kimś bliskim?? Od razu przypomniał mi się eksperyment z hipotetycznym Kotem Schrödingera, który mimo usilnych tłumaczeń wielu mądrych osób – był dla mnie niezrozumiały.

- to jeszcze większy zawód i porażka. Nie jesteś w stanie odczuwać w zielonej cieczy nieśmiertelności dotyku. Emocje , wrażliwość zostały zalane jadem obojętności. Rozmowy, bezcenny nocny szept kochanków – może być tylko metalicznymi słowami wyświetlanymi na krawędzi waszego wymarzonego świata. Nie ma głaskania. Uścisku. Pocałunku. Nie otwieracie ust, żeby nigdy nie usłyszeć.

- czyli nie można tu nic dzielić. Uczucia zostały sparaliżowane tym płynem i nicością?

- dokładnie Zoe. Dokładnie…

- nie chcę tu dłużej zostać. Nicość nie jest dla mnie… Możemy wracać?

- dobrze, ale to dopiero początek tego co tak bardzo chciałaś poznać. Spójrz głęboko w moje oczy bo tu podawanie dłoni nie działa.

*

Ocknęłam się obolała na krawędzi łóżka. Pies na swoim miejsc zadawał postawionymi uszami pytania. Powoli rozluźniałam mięśnie – rozkoszując się ziemska grawitacją. Nie było nikogo i nic innego. Brakowało mi tak bardzo teraz bliskości i zrozumienia. Wzięłam Zoolpic. Czy te białe małe tableteczki są jedynym synonimem szczęści. Przecież jeszcze pamiętam namiętne noce. Dni wypełnione przytulaniem i śmiechem. Gdzie to zniknęło. Zapytam o to Śmierć jak się wyśpię, bo substancja czynna wprowadza mnie w inną rzeczywistość.

 

                                                                        ...Oby lepszą niż w zielonych więzieniach…